SOPEHS współpracuje z REWIRem już od jakiegoś czasu. Całkiem niedawno stworzył dla nas wzór R TAG, z którym to motywem rzeczy dostępne są do zamówienia w preorderze (można to zrobić do 10 października).
Udało nam się z nim trochę pogadać – o realiach życia w północno-zachodnim Meksyku, o tamtejszej scenie graffiti, ale przede wszystkim o zajawie na tagowanie.
Jak wygląda codzienne życie w Ciudad Obregón? Media często serwują nam obrazki ukazujące sytuację w Meksyku jako krwawą wojnę pomiędzy narkotykowymi kartelami. Jak jest w rzeczywistości?
Po rewirze, na którym mieszkam, chodzenie piechotą w nocy, a już w szczególności z plecakiem
wypełnionym puszkami, które brzęczą, jest dość ryzykowne. Ciudad Obregón to wyjątkowo gęsta przestrzeń przeszyta brakiem bezpieczeństwa. Słabo oświetlone, zniszczone ulice, na których często dochodzi do rabunków. Praktycznie nie ma w naszym mieście miejsca, w którym nie doszło do strzelaniny albo egzekucji członka wrogiego kartelu. Ludzie żyją w ciągłym strachu.
Writerzy graffiti muszą uważać nawet w ciągu dnia, bo w opuszczonych miejscach, idealnych pod wrzuty, można spotkać niebezpiecznych ludzi. Trzeba myśleć strategicznie. Robienie graffiti w Ciudad Obregón nie jest zajęciem dla tych, którym brakuje wyobraźni, bo można ten brak przypłacić życiem.
Dobrą taktyką jest ciągłe kontrolowanie sytuacji. Przed akcją warto sprawdzać media społecznościowe pod kątem wspomnianych wcześniej zdarzeń, aby ocenić ryzyko.
Często dochodzi do sytuacji, że writerzy graffiti w Meksyku są atakowani przez członków karteli (zaznaczających swoje terytoria napisami na murach) dlatego, że np. zrobili wrzut w miejscu, w którym nie mogli?
Bezpośrednio nie spotkałem się z taką sytuacją. Jednak ogólny klimat zagrożenia, podejrzliwości sprawia, że malując, jest się w ciągłym stanie napięcia. Niebezpieczeństwo jest znacznie poważniejsze niż ryzyko złapania przez policję i postawienia zarzutu wandalizmu. Można zostać uznanym za rabusia albo członka konkurencyjnego kartelu. Policja w takich sytuacjach nie przebiera w środkach, a tym bardziej członkowie karteli, którzy dbają o terytoria swoich wpływów. Podczas graffciarskiej akcji trzeba przemyśleć każdy ruch, a jednocześnie działać szybko i zdecydowanie. Nie można gubić koncentracji.
Ciekawą kwestią jest narkokultura, czy nawet narkoreligia, która istnieje w Meksyku. Kult Jesúsa Malverde (patron handlarzy i przemytników narkotyków) oraz Santa Muerte (postać symbolizująca śmierć). Artyści (np. piosenkarze) wychwalający w swoich utworach narkotykowych bossów. Jaki stosunek mają do tego meksykańscy writerzy graffiti?
W stanie Sonora, w którym mieszkam, ludzie bardziej modlą się do San Judasa Tadeo (święty Kościoła katolickiego, patron spraw trudnych i beznadziejnych – przyp. red.), ale są tu również wyznawcy Santa Muerte. Te formy kultu nie mają jednak żadnego związku z tutejszym światem graffiti, który wywodzi się z tradycji kultury hip-hop. Nie znam żadnego writera, który byłby wyznawcą którejś ze wspomnianych przez ciebie postaci. Takie motywy nie stanowią dla nas inspiracji, nie są częścią tego, co robimy.
Dodam jeszcze na marginesie, że stan Sonora znajduje się na północy kraju, ponad 30 godzin drogi samochodem od stolicy Mexico City, gdzie swoje siedziby mają największe krajowe media. Tam każdy, nawet najmniejszy przypadek porachunków między kartelami jest bardzo nagłaśniany. Sąsiednim stanem Sonory jest słynna Sinaloa, która w popkulturze ma utrwalony status jednego z narkotykowych centrów świata. Tymczasem u nas przemocy jest nawet więcej, ale nie ma kamer. W biały dzień słychać salwy z AK-47, jednak w mediach o tym głucho.
View this post on Instagram
Jesteś aktywny w środowisku graffiti już od ćwierć wieku. Jak ocenisz obecną kondycję tej kultury w porównaniu do momentu, kiedy zaczynałeś malować?
Jeśli porównamy kiedyś z dziś, to trzeba przyznać, że obecnie utrzymanie się w grze kosztuje więcej $, które trzeba wydawać na materiały.
Zauważalne jest też oddziaływanie street artu, który przez swoje ugładzenie ma społeczną akceptację, co z kolei sprawia, że postronni ludzie są bardziej niechętni wobec graffiti. 10 lat temu ludzie przychylniej patrzyli na nielegalne tagi i wrzuty.
Globalnie w graffiti jest obecnie mnóstwo umiejętności. Poziom cały czas rośnie, również w Meksyku. Dzięki temu, że dzisiaj świat nie ma granic, można podziwiać prace zawodników z każdego jego zakątka. To bardzo motywuje, wzbudza oczekiwania wobec samego siebie.
Jak wypada meksykańska scena graffiti na tle innych światowych scen?
W stolicy kraju, Mexico City, scena jest na poziomie światowym, co można zobaczyć np. podczas corocznego Meeting of Styles Mexico. Ogółem undergroundowa, nielegalna meksykańska scena przyciąga wielu writerów z sąsiednich krajów – każdy chce zaznaczyć na niej swoją obecność.
OK, a jak się miewa lokalna scena w Ciudad Obregón?
Aktualnie scena graffiti tutaj nie istnieje – nie ma wrzutów na ulicach, writerskich ekip, sklepów, w których można by się zaopatrzyć. Aktywnych jest tylko kilku graczy, w tym ja.
Inaczej było w połowie lat 90., czyli na samym początku kultury graffiti w Obregón. Od razu zaczęło się z grubej rury. Powstało naprawdę sporo ekip, które bombiły miasto, wielu taggerów znaczyło teren swoimi ksywkami. Ten boom wygasł po kilku latach. Później było jeszcze lekkie przebudzenie w okolicach 2005 roku, ale i ta energia dość szybko się wyczerpała.
View this post on Instagram
Co jest dla ciebie najważniejsze w graffiti?
Najważniejsza w graffiti jest wewnętrzna, ciągła chęć jego robienia. Zostawiasz tagi, bo naprawdę tego chcesz, a nie ze względu na opinie innych. Oczywiście to fajne uczucie, jeśli twój styl podoba się nie tylko tobie, jednak najważniejsze jest twoje wewnętrzne pragnienie, którego nie jesteś w stanie ugasić żadnym innym zajęciem.
Niestety często problemem są pieniądze. Wielu z nas ciężko zasuwa w pracy przez cały tydzień, żeby mieć tylko na farby i móc malować w weekend.
Najbardziej przypałowa sytuacja, jaka ci się przytrafiła podczas robienia graffiti?
Właściciel sklepu do nas strzelał, kiedy chcieliśmy wejść na dach, żeby zrobić wrzut.
Przeglądając twój profil na Instagramie, od razu rzuca się w oczy to, że najwięcej robisz tagów, preferujesz handstyle. Co kryje się za tym wyborem?
Tagi są bardzo „ekonomiczne”, dzięki czemu można zaspokajać pragnienie robienia graffiti nawet w sytuacji braku materiałów oraz ograniczonych funduszy. Jak wiadomo, tusz do napełnienia markera można przygotować samemu.
Cały czas doskonalę swój styl. Tagowaniu poświęcam większość mojego czasu. Często nawiedza mnie myśl „przecież to rujnuje ci życie”, ale zawsze chwilę później pojawia się niepohamowana chęć zrobienia tagu i wszelkie wątpliwości znikają.
Pamiętasz swój pierwszy tag i gdzie go zrobiłeś?
Z tego co pamiętam, był to podpis „Dr. Dre” i zostawiłem go w moim rodzinnym domu… na pralce.
Gdybyś się dowiedział, że został ci do zrobienia ostatni tag w życiu, to gdzie byś go zostawił?
Pewnie w którymś z tych ciekawych miejsc w Europie, w których działają moi koledzy.
View this post on Instagram
Czy możesz zdradzić, czym zajmujesz się na co dzień, kiedy akurat nie tagujesz?
Ostatni raz „normalną” pracę miałem 6 lat temu. Teraz poświęcam się tylko handstyle’owi. Wystarcza mi na moje potrzeby.
Poza tym standard: czytam książki, oglądam filmy, słucham rapu, spędzam czas z rodziną i przyjaciółmi.
Możesz opowiedzieć o swojej współpracy z REWIRem?
Rozpoczęła się przy projekcie z tagami (drop z motywem z podpisami 60 writerów z całego świata – przyp. red.). Bardzo spodobał mi się ten pomysł, w szczególności to, że do jego realizacji zostały zaproszone zarówno writerskie legendy, które podziwiam, jak i świeże talenty. Efekt jest świetny, to prawdziwa przyjemność być częścią tego wydarzenia.
Teraz zrobiłem dla REWIRu wzór – literę „R” zbudowaną z moich tagów. Znalazł się on m.in. na koszulkach, longsleeve’ach, wlepach.
Chciałbyś na koniec przekazać coś polskim fanom twojego stylu?
Jeśli w Polsce rzeczywiście są fani mojego stylu, to nie pozostaje mi nic innego, jak podziękować im za to, że śledzą moje ruchy.
Polska to świetny kraj. Przy okazji współpracy z REWIRem zacząłem czytać o Warszawie, która ma bardzo ciekawą i jednocześnie dość tragiczną historię.
Przesyłam wszystkim wielkie pozdrowienia. Blessings ¡
GADAŁ: Paweł Konar
Quod autem in homine praestantissimum atque optimum est, id deseruit. Apud ceteros autem philosophos, qui quaesivit aliquid, tacet; Sedulo, inquam, faciam. Naturales divitias dixit parabiles esse, quod parvo esset natura contenta. Suo enim quisque studio maxime ducitur.
Est enim effectrix multarum et magnarum voluptatum. Si alia sentit, inquam, alia loquitur, numquam intellegam quid sentiat; Et nunc quidem quod eam tuetur, ut de vite potissimum loquar, est id extrinsecus; Ut optime, secundum naturam affectum esse possit.
Hanc ergo intuens debet institutum illud quasi signum absolvere. Sed quid attinet de rebus tam apertis plura requirere? Quam illa ardentis amores excitaret sui! Cur tandem? A primo, ut opinor, animantium ortu petitur origo summi boni.
Ego vero volo in virtute vim esse quam maximam; Nec vero alia sunt quaerenda contra Carneadeam illam sententiam.